środa, 10 lutego 2016

Lexus RC 200t

Dotychczas chcąc kupić Lexusa RC mieliśmy do wyboru hybrydowego 300h lub bezkompromisowego RC-F. Sytuacja niedawno się zmieniła i w ofercie japońskiego producenta pojawiła się 2-litrowa turbodoładowana jednostka o oznaczeniu 200t. Będzie to pierwszy samochód, który pokażę wam na blogu w roku 2016.



Z zewnątrz trudno pomylić RC 200t z samochodem innej marki. Głównie przez charakterystyczne lampy z przodu i z tyłu. Szyku dodają 19-calowe felgi, które są standardem w wersji F Sport. Wszystko to sprawia, że momentami czuć zazdrość innych uczestników ruchu drogowego. Bez wątpienia ten model Lexusa rzuca się w oczy.



Wnętrze jest przytulne, choć materiały w niektórych miejscach są zdecydowanie zbyt słabe jak na klasę premium. W moim odczuciu aluminium i wysokiej jakości skóra trochę gryzie się z niezbyt przyjemnymi w dotyku plastikami. Kierownica dobrze leży w dłoniach, fotele nie tylko wyglądają fenomenalnie, ale też są bardzo wygodne. Na pochwałę zasługuje system audio firmy Mark Levinson. To chyba najlepszy fabrycznie oferowany zestaw, jakiego miałem przyjemność słuchać. W wersji F Sport wymaga dopłaty 20250 zł, a w Prestige jest w standardzie. Na koniec zostawiłem panel odpowiadający za nawigację po menu. Jest dość dziwny, niezbyt intuicyjny i osobiście wolałbym ekran dotykowy.

Jeśli chodzi o miejsce z tyłu to nie ma go zbyt wiele. Wasi znajomi, którzy nie mają kończyn dolnych może się zmieszczą, ale jeśli macie ponad 180 cm wzrostu to przy dogodnym ustawieniu fotela z przodu, mogą się skarżyć na to, że ich kikuty są skrępowane. Generalnie określanie RC jako 2+2 jest mocno na wyrost, chyba że podróżujecie dużo z krasnalami ogrodowymi i sami nie należycie do specjalnie wysokich.

















A jak się nim jeździ? Na stronie producenta możemy przeczytać: Długo wyczekiwane sportowe Coupé zapewnia zapierające dech wrażenia z jazdy zaskakując mocą i komfortem. Niestety na próżno w RC 200t szukać emocji w trakcie jazdy, 7.5 sekundy od zera do setki nie zachwyca, choć trzeba podkreślić, że jest to wynik znacznie lepszy od wersji hybrydowej 300h. 245 koni mechanicznych może brzmi obiecująco na papierze, ale w rzeczywistości na szaleństwa nie ma co tutaj liczyć. Z pewnością jest to moc wystarczająca do sprawnego poruszania się, ale nic więcej. To bez wątpienia świetny, luksusowy samochód, a nie fabryka adrenaliny. Jest on raczej oazą spokoju. Doskonale izoluje kierowcę od otoczenia i nawet podczas stania w korku można się odprężyć. Zwłaszcza słuchając muzyki na wspomnianym wcześniej sprzęcie audio.


Prezentowany dzisiaj na blogu Lexus ma jeszcze jedną dość poważną wadę. Jaką? Jest nią cena. Dobrze wyposażony RC 200t w wersji F Sport zbliża się niebezpiecznie do 300 tysięcy złotych. Jeśli szukacie tańszej alternatywy i lubicie poszaleć za kółkiem, to warto pomyśleć o nowym Mustangu. Ford może nie zapewni wam wygody podróżowania porównywalnej z Lexusem, ale na pewno sprawi, że będziecie się częściej uśmiechać. Zwłaszcza jeśli wybierzecie wersję GT z 5-litrowym wolnossącym V8 z manualną skrzynią biegów. Jeśli podoba wam się RC, macie dużo pieniędzy i chcecie wozić się naprawdę szybkim i awangardowym wozem ściągającym spojrzenia przechodniów i innych kierowców, to zawsze możecie sięgnąć po topową odmianę RC-F.

Z pozdrowieniami dla Project Automotive. Spóźnione wszystkiego najlepszego z okazji pierwszych urodzin! 

czwartek, 24 grudnia 2015

Q50

W zeszłym miesiącu zostałem zaproszony przez Project Automotive na sesję zdjęciową Infiniti Q50 2.2D. To w sumie nie pierwszy raz, gdy działamy razem. Wcześniej moje zdjęcia pojawiły się w testach Kii Vengi oraz Volkswagena Polo GTI, o którym zresztą była wzmianka na blogu.

Plan zakładał zarówno zdjęcia statyczne pod Wydziałem Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego oraz dynamiczne w tunelu niedawno oddanej trasy WZ. Ze względu na fakt, że miało się to odbyć nocą, potrzebny był mi nieco mocniejszy sprzęt niż zwykle (wykaz pod koniec wpisu). Na szczęście z tym nie było żadnych problemów. 








Siłą rzeczy poznaliśmy się z Infiniti trochę bliżej. Wizualnie samochód jest atrakcyjny, zarówno z zewnątrz jak i w środku. 2.2-litrowy 170-konny diesel nie prowokuje do szybkiej jazdy, ale też w zupełności wystarcza zarówno do jazdy po mieście, jak i w dalszą trasę. Warto wspomnieć, że napęd jest przenoszony na tylne koła, co dla wielu osób będzie dużą zaletą. Fajne jest też to, że można zmieniać biegi ręcznie z wykorzystaniem magnezowych łopatek umieszczonych przy kierownicy, jednak sama przekładnia dość ospale reaguje na dociśniecie gazu. Moim zdaniem największą wadą tego samochodu jest kultura pracy silnika. O ile w środku ten problem w zasadzie nie istnieje, o tyle na zewnątrz klekot jest zdecydowanie za głośny.


Uchwyty na kubki bez problemu pomieszczą wasze ulubione obiektywy. A w tle Nissan Qashqai 1.6 dCi 4×4, który posłużył nam za pojazd techniczny podczas zdjęć.




Kilkanaście minut przed czwartą byłem z powrotem w domu. Wspólnie ustaliliśmy, że koło południa spotkamy się ponownie i zajmę się tym, co ostatnimi czasy wychodzi mi naprawdę dobrze: zdjęciami wnętrza. Zanim jednak to nastąpiło to miałem chwilę, by przyjrzeć się jeszcze raz sylwetce Q50 w typowo jesiennej scenerii.




Prezentowany egzemplarz jest chyba doposażony we wszystko, co oferuje producent. Do dyspozycji mieliśmy między innymi panoramiczną kamerę 360 stopni ułatwiającą parkowanie, audio BOSE, panele aluminiowe we wnętrzu, podgrzewane skórzane fotele z regulacją elektryczną i funkcją pamięci oraz okno dachowe otwierane elektrycznie. Poza tym, dość niecodziennym rozwiązaniem jest umieszczenie dwóch dotykowych ekranów LCD (8 i 7 cali). Czy sprawdza się ono w praktyce? Widywałem bardziej intuicyjne rozwiązania, ale to być może kwestia przyzwyczajenia. 










Porównanie kluczyków od Infiniti i Nissana. Znajdziecie jakieś różnice?

Czy Infiniti ma szansę powalczyć na rynku samochodów premium? Myślę, że tak. To tylko kwestia czasu, aż ta marka stanie tak rozpoznawalna jak Lexus. Co ciekawe obie firmy zostały założone w tym samym roku (1989). Q50 jest na pewno ciekawą propozycją dla osób, które szukają czegoś wyróżniającego się względem niemieckiej konkurencji.

Czy kupiłbym Q50? Cennik otwiera 2.2-litrowy diesel ze skrzynią manualną (153 000 zł). Za prezentowany egzemplarz przyjdzie nam zapłacić około 230 000 zł. To sporo. Spokojnie starczy na nowego Mustanga i jeszcze trochę zostanie. Ale gdybym miał do dyspozycji 250 000 zł i szukał wielozadaniowego samochodu segmentu D to Q50S Hybrid z 3.5-litrowym V6 z napędem na 4 koła byłoby z pewnością opcją, którą bym rozważył. W zasadzie to próbowałem znaleźć jej konkurencję, ale było ciężko. Mercedes, Audi czy BMW wychodziły po prostu znacznie drożej. Po cichu liczę, że może uda mi się bliżej zapoznać z hybrydową odmianą modelu Q50, gdyż wydaje się być naprawdę ciekawym samochodem w bardzo korzystnej cenie (zwłaszcza, jeśli przyczaimy się na wyprzedaże rocznika).

Wykaz użytego sprzętu fotograficznego
a) aparaty:
1. Canon 5D
2. Canon 5D Mark III
b) obiektywy:
1. Canon EF 17-40 mm f/4.0L USM
2. Canon EF 50 mm f/1.4 USM
3. Canon EF 85 mm f/1.8 USM
4. Canon EF 135 mm f/2.0L USM

Film powinien być dostępny na stronie Project Automotive jeszcze w tym tygodniu. Moim zdaniem lepszych jakościowo w naszym kraju nie znajdziecie. Może nie jestem w tej kwestii do końca obiektywny, ale możecie wyrobić sobie własne zdanie na ten temat!

Na sam koniec zostawiłem rzecz oczywistą: życzę wszystkim czytelnikom zdrowych i wesołych świąt w rodzinnym gronie oraz dużo pozytywnych chwil w nadchodzącym 2016 roku! 

piątek, 23 października 2015

Raining Again

Zadebiutowało na Międzynarodowym Salonie Samochodowym w Paryżu w październiku 1998 roku. Za design zewnętrzny odpowiadała firma Italdesign Giugiaro, a za projekt wnętrza Enrico Fumia. Od 1999 było dostępne z 4-biegowym automatem pod nazwą Gran Turismo Automatica i dzisiaj zagości na moim blogu. Powitajcie Maserati 3200 GTA. 







Samochód opuścił fabrykę w 2000 roku w ciekawym zestawieniu kolorystycznym: ciemny lakier z czerwoną skórzaną tapicerką. Pod maską kryje się 3,2 V8 Biturbo 32v generujący 369 KM/491 Nm. Pierwsza setka na liczniku pojawia się po 5,7 sekundy od startu, dla porównania ta sama wartość jest osiągana po 5,1 sekundy w przypadku samochodu z 6-stopniową skrzynią manualną. 

Warunki pogodowe były całkiem niezłe, dopóki nie zaczęło padać. Zaczęliśmy ok. 9 rano, stąd mocno zachmurzone niebo było atutem, zwłaszcza przy takim lakierze. Swoją drogą, na miejsce dotarliśmy całkiem niezłą ekipą: Maserati 3200 GTA, Alfa Romeo 147 GTA oraz Range Rover Sport HSE 3,6 V8 Diesel. Łącznie to prawie 900 koni mechanicznych!



3.2 litra GTA na dwa sposoby. Z lewej tylnonapędowe Maserati 3200 GTA (Gran Turismo Automatica) z V8 Biturbo, a z prawej Alfa Romeo 147 GTA (Gran Turismo Alleggerita) z wolnossącym V6, które napędza przednie koła. 

Dla mnie wnętrze tego Maserati to dzieło sztuki. Fotografowanie go można uznać za czystą przyjemność, a lista detali i smaczków, które domagają się uwagi jest bardzo długa. Świat zza kierownicy 3200 GTA jest dużo ciekawszy nawet jeśli za przednią szybą dominują odcienie szarości. 






Ponieważ do dyspozycji miałem Range Rovera nie sposób było z niego nie skorzystać. Gdy rozpadało się na dobre, oczywistym było, że robienie zdjęć statycznych nie ma najmniejszego sensu. Do głowy przyszło mi zdanie, którą niedawno gdzieś wyczytałem:

Trzeba przekuć fatalną pogodę na świetne, klimatyczne zdjęcia.

Po chwili namysłu dotarło do mnie, że wszystko sprzyja temu, by wziąć się za zdjęcia w ruchu. O ile dobrze pamiętam, to wcześniej tego typu zdjęć nie prezentowałem na blogu, więc będzie to jakieś urozmaicenie. Moim zdaniem efekt końcowy jest dość dobry, a pogoda idealnie pasowała do tego typu przedsięwzięcia.







W dobrym towarzystwie czas płynie bardzo szybko. W tym wypadku nawet trochę za szybko, ale z tym za wiele zrobić się nie da. Pozdrowienia i podziękowania kieruję do Grześka, Michała i Sebastiana.