czwartek, 11 sierpnia 2016

Giulia

Temat dzisiejszego wpisu nieustannie przypomina mi historię związaną z grą Duke Nukem Forever. Dla niewtajemniczonych: jedną z kultowych pozycji z lat dziewięćdziesiątych był Duke Nukem 3D. Prace nad jego następcą rozpoczęto w 1996 roku. Na targach E3 w 2001 roku pokazano trailer, który do dziś mam w pamięci. Wszystko wskazywało na murowany hit. Jak zapewne pamiętacie był to czas, kiedy technologia szybko się rozwijała, co spowodowało, że silnik graficzny ekspresowo stał się przestarzały i trzeba było zaczynać wszystko od nowa. Perypetii z tym związanych było pewnie więcej, ale to nie jest w tej chwili najważniejsze. W efekcie tego wszystkiego Duke Nukem Forever stał się obiektem drwin wielu osób, które były wręcz pewne, że prace nad tą grą nigdy nie zostaną zakończone. Rok 2011 okazał się przynieść rozstrzygnięcie tej historii. Gdy odebrałem swoje pudełko to nie mogłem się doczekać powrotu do domu. I wiecie co? Nie przypominam sobie bym kiedyś w życiu równie mocno się rozczarował.

Mając w pamięci to, co napisałem przed chwilą, pomyślcie co działo się w mojej głowie podczas kolejnych zapowiedzi nowej Alfy Romeo z napędem na tył. Kolejnym samochodzie, który rzekomo ma otworzyć nowy rozdział w historii marki i ma odbudować jej wizerunek. Podpowiem: nie było to nic, co pozwalało by patrzeć spokojnie w przyszłość każdemu Alfisti.

W 105. rocznicę marki Alfy zaprezentowano długo wyczekiwaną Giulię w nowo otwartym muzeum w Arese, co by sugerowało, że faktycznie auto ma być przełomem w historii Alfy Romeo. Była to topowa wersja o nazwie Quadrifoglio z podwójnie doładowanym silnikiem o pojemności 2.9 litra, który rozwija moc 510 KM i 600 Nm momentu obrotowego. Wersję cywilną zaprezentowano w tym roku na targach w Genewie. Kolejne déjà vu przeżyłem, gdy okazało się, że auto ma problem z przejściem testów zderzeniowych, przez co jego wprowadzenie do produkcji seryjnej opóźniło się. Rzecz jasna od tej daty upłynęło trochę czasu zanim zaczęły pojawiać się pierwsze samochody w salonach, a o takich zarejestrowanych, którymi można odbyć jazdę testową już nawet nie wspominam.

Na szczęście powoli spływające recenzje ze świata trochę mnie uspokoiły. Giulia zbierała bardzo dobre oceny, co jednak nie zaspokoiło mojej ciekawości. A gdy dostałem maila z salonu Autotraper, że pracownicy wstrzymają się z oklejeniem auta bym mógł na spokojnie zrobić mu zdjęcia to powiem wprost: tej nocy miałem problem z zaśnięciem. Chwila prawdy nadeszła szybciej, niż mogłem się tego spodziewać.


Po pojawieniu się pierwszych zdjęć w sieci momentalnie pojawiła się fala krytyki, że Giulia wygląda jak kalka BMW serii 3. Gdy dojechałem na miejsce i zobaczyłem ją po raz pierwszy to pierwsze co sobie pomyślałem: tak właśnie powinna wyglądać nowa Alfa, jeśli chce powalczyć z konkurencją. Musi być podobna do swoich rywali, a jednocześnie subtelnie podkreślać swoje włoskie pochodzenie. Ponieważ salon, który udostępnił mi samochód do zdjęć znajduje się trochę na uboczu, możliwe było znalezienie wąskiej drogi biegnącej przez pole, co choć trochę może przypominać klimatem kraj znajdujący się na Półwyspie Apenińskim. Nawet pogoda chciała nam dać namiastkę pobytu w tym kraju. Słońce świeciło z całej mocy, jakby jutro miało nie zaświecić, a temperatura spokojnie przekraczała 30 stopni.  




Oznaczało to mniej więcej tyle, że warunki do zdjęć nie były w 100% korzystne. Prognoza pogody zapowiadała zachmurzenie, ale nic z tego wyszło. Stwierdziłem, że dla wszystkich będzie lepiej, jeśli przeniesiemy się w cień.

Prezentowana Alfa jest wyposażona w silnik diesla o pojemności 2.2 litra, mocy 180 KM oraz 380 Nm, które są dostępne od 1750 obr/min. Przyspieszenie 0-100 km/h to według danych producenta 7,2 sekundy, co na papierze brzmi świetnie. Trzeba tylko wziąć pod uwagę fakt, że dużo zależy od kierującego, gdyż mamy tutaj do dyspozycji 6-biegową manualną skrzynię biegów. 








Przejdźmy do środka. Moim zdaniem jest to najlepsze wnętrze jakie widziałem w tym segmencie. Jest minimalistyczne i w zasadzie zaraz po otwarciu drzwi zachęca do zajęcia wygodnej pozycji za kierownicą i wyruszenia w podróż. Spłaszczona u dołu kierownica wraz z guzikiem odpowiedzialnym za włączanie silnika to stylistyczne mistrzostwo świata. A jeśli komuś mało sportowych cech, to do wersji z automatyczną skrzynią biegów można zamówić łopatki do zmiany biegów. Wtedy pewnie wygląda to jeszcze lepiej.

Miałem też przyjemność przejechać się nowym modelem Alfy. Na wstępie zaznaczę, że nie jestem fanem silników diesla, ale muszę przyznać, że w tym aucie nie jest on zły. Z zewnątrz klekocze jak typowy ropniak, ale w środku jest to do zaakceptowania. Skrzynia biegów ma fajny, krótki skok, dzięki czemu zmiany odbywają się bardzo płynnie i przyjemnie. Niestety drążek zmiany biegów drży na luzie. Jeśli chodzi o zawieszenie to samochód nie jest ani jakoś przesadnie miękki, ani też super twardy. Nawet na gorszej nawierzchni trudno było narzekać na komfort podróżowania, a samochód kleił się do drogi. Przechyłów nadwozia nie stwierdzono. Ponieważ design wnętrza obiecuje dużo sportowych wrażeń, to po wciśnięciu pedału gazu do oporu ma się wrażenie, że nic się nie dzieje. Prawda jest taka, że samochód całkiem sprawnie przyspiesza i do codziennej jazdy w zupełności wystarcza. Do przesiadki na rower na trzy miesiące w przypadku chwili kontemplacji na temat obecnej sytuacji politycznej w Polsce również.








Z reguły nie lubię poniedziałków, ale ten zdecydowanie był udany. Szkoda tylko, że to co nudne ciągnie się niemiłosiernie długo, a to co naprawdę daje dużo frajdy mija bardzo szybko. Niestety z tym nic nie jestem w stanie zrobić. Pozostaje mi tylko podziękować firmie Autotraper Sp. z o.o. za udostępnienie samochodu, w szczególności pani Magdalenie oraz panu Andrzejowi. Dzięki wam wiem, że Giulia to kawał fajnego wozu. 



Prezentowana dzisiaj Giulia jest samochodem testowym, także jeśli mój wpis nie jest dostatecznie przekonujący, to możecie sprawdzić ją sami umawiając się na jazdę testową. Ja z przyjemnością przejechałbym się jeszcze raz! A jak sobie pomyślę, jakie odczucia z jazdy towarzyszą właścicielom Giulii Quadrifoglio to nie ukrywam, że trochę im zazdroszczę. Tylko trochę.

niedziela, 31 lipca 2016

Viva l'Italia

Dzisiaj w ramach festiwalu Viva l'Italia miała miejsce wystawa zabytkowych włoskich samochodów. Pomoc organizatorom zaoferowała ekipa z forzaitalia.pl, dzięki czemu na miejscu zjawiło się całkiem liczne grono miłośników włoskiej motoryzacji. Część z nich widzieliście już na blogu, na przykład Alfę Romeo 147 GTA Sebastiana, Maserati 3200 GTA Grześka, czy białą Alfę Romeo GT Marcina

Pogoda dopisała, stąd robienie zdjęć było w zasadzie niemożliwe. Z pomocą przyszedł mi kilkunastominutowy deszcz, wtedy w zasadzie powstała większość zdjęć. Najprawdopodobniej ta relacja będzie się różnić od pozostałych dużą ilością wody na samochodach i okolicy.






















Fajnie było zobaczyć tak sporą grupę klasyków z Warszawy i okolic na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Z czasem uczestnicy powoli zbierali się do domów. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że Forza Italia 2016 w wersji mini zakończyła się sukcesem. Teraz pozostaje nam czekać na danie główne. Jedno mogę wam powiedzieć - wątek włoski na moim blogu w tym roku na pewno jeszcze się nie zakończył!


niedziela, 22 maja 2016

Lost but won

Wczoraj miałem przyjemność być na najprawdopodobniej najlepszej imprezie motoryzacyjnej w swoim życiu. W zasadzie to od momentu jej ogłoszenia wiedziałem, że muszę tam być. Mowa o aukcji samochodów klasycznych domu aukcyjnego Ardor Auctions w Rozalinie. Pierwsze tego typu przedsięwzięcie miało miejsce w Warszawie na Stadionie PGE Narodowym (moją relację znajdziecie tutaj). Z położonym niedaleko Warszawy Rozalinem też miałem już styczność, podczas zlotu Forza Italia w 2014 roku i wiedziałem, że na tego typu imprezę to miejsce jest po prostu idealne. 

Obszar gdzie stały samochody był ponownie podzielony na dwie części, stąd nauczony doświadczeniem po zeszłorocznej aukcji zacząłem od tej teoretycznie 'słabszej' choć w tym wypadku to trudno jednoznacznie stwierdzić. Poza samochodami klasycznymi można było obejrzeć nowe Jaguary: F-Type oraz SUVa F-Pace.












Przejdźmy do drugiej części, gdzie stały samochody wystawione na aukcję. W porównaniu do zeszłorocznej edycji zmniejszyła się ich liczba (z 53 do 19). Jeśli dla kogoś to było za mało to zawsze można było zajrzeć na parking dla gości. Tam również było sporo ciekawych samochodów, jak chociażby Lotus Esprit Turbo SE z 1991 r. Wyprodukowano ich zaledwie 1608 sztuk.

Z tych dziewiętnastu postanowiłem skupić się na sześciu. Na szczęście zarówno fotografia jak i motoryzacja to w dalszym ciągu moje hobby, więc wybór jest tylko i wyłącznie moją subiektywną decyzją. Zacznę od Dodge Vipera RT/10 pierwszej generacji, który opuścił fabrykę w 1993 roku, co oznacza że pochodzi z pierwszego pełnego roku produkcji tego modelu. Jest to samochód, który z wielu względów jest wyjątkowy. Chyba wszystkie osoby pamiętające lata 90-te darzą ten model sentymentem. Jednak najważniejszą informacją dla potencjalnego kupującego powinien być stan tego amerykańskiego wozu: Viper wygląda jakby dopiero co wyjechał z fabryki, a po spojrzeniu na przebieg zobaczymy 4926 mil. Egzemplarze w podobnym stanie można podziwiać w muzeach, a ja mogłem spełnić swoje małe marzenie i zasiąść za kierownicą tego genialnego, bezkompromisowego samochodu. Bez wątpienia to już ikona motoryzacji. W ramach ciekawostki: Viper nie ma klamek z zewnątrz i da się go otworzyć tylko od wewnątrz. W szybach bocznych są dziury, by móc sięgnąć do klamki, która znajduje się w środku. W skrócie oznacza to tyle, że nie da się go w żaden sposób zamknąć. 







Następne w kolejce są dwa Fiaty: 500F z 1969 r. oraz Samantha 125 Vignale z 1970 r. Modelu 500 raczej nie trzeba przedstawiać nikomu, nawet osobom średnio interesującym się motoryzacją, ale warto napisać nieco na temat tego konkretnego egzemplarza. Został on odrestaurowany przez firmę Retroline i ma fenomenalny lakier z palety Fiata z lat 60 - Azzuro Chiaro. Wyjeżdżając takim autem na ulicę na pewno zwrócimy na siebie spojrzenia innych, przy czym trzeba zaznaczyć, że będą im towarzyszyć pozytywne emocje. Ten model podobał mi się od zawsze, a po możliwości dokładnego obejrzenia, stwierdzam, że muszę kiedyś taki mieć w garażu. Najchętniej w komplecie z nowym Abarthem 500.

Drugi z Fiatów jest samochodem, którego na ulicy mogliście nigdy wcześniej nie widzieć i nie powinno was to jakoś szczególnie dziwić, gdyż wyprodukowano około 100 sztuk tego modelu. Przyczyniły się do tego dwie rzeczy: Samantha Vignale była dwa razy droższa od 125 S, który był bazą dla tego modelu oraz fakt, że były one sprzedawane tylko przez specjalistyczne zakłady, nie zaś przez dealerów Fiata. Ten konkretny egzemplarz był zarejestrowany na pierwszego właściciela do 2009 r. W 2016 r. przyjechał do Polski. Jak na swoje lata wóz jest w świetnym stanie, posiada pełną dokumentację i przejechał... uwaga: 61350 kilometrów.   







Alfa Romeo GT Junior z 1970 r. pierwsze 45 lat swojego życia spędziła na południu Włoch, w Neapolu. Przed sprzedażą przeszła gruntowną renowację, a zanim przyjechała do Polski, nowy właściciel postanowił przejechać 400 kilometrów po włoskich drogach by w pełni poczuć klimat tego wyjątkowego samochodu. Na pewno jest mu czego zazdrościć, takie podróże to pamiątka na całe życie. Zwłaszcza że Alfa jest okraszona licznymi, genialnymi detalami, które cieszą podczas jazdy. Te samochody są kwintesencją włoskiego stylu i na pewno będą już tylko drożeć, w dzisiejszych czasach już się takich nie produkuje.









Lancia Fulvia z 1975 r. to kolejny dowód na to, że Włosi potrafią robić piękne włoskie coupe. Przy cenie startowej 35 tys. zł można by to uznać za okazję życia. Piękny niebieski (i co najważniejsze, oryginalny) lakier podkreśla urok tego samochodu. Dodajmy do tego jasną, skórzaną tapicerkę w środku i nie pozostaje nic innego jak się zakochać. Jest tylko jeden mały problem - w zeszłym roku miałem przyjemność dokładnie obejrzeć Fulvię Zagato. Tutaj zwycięzca może być tylko jeden, choć... Zagato pomalowałbym właśnie na ten niebieski kolor. Jest genialny. 





Jeśli liczyliście opisane samochody to powinno wam wyjść pięć, a pisałem o sześciu. Niestety mój aparat po ok. 50 minutach zdjęć postanowił się wyłączyć i już więcej nie reagować na jakiekolwiek polecenia. Uprzedzając pytania, to nie baterie, nie oszalałem by przed taką imprezą zapomnieć ich naładować. 5D postanowiło udać się na wcześniejszą emeryturę, a mi pozostało cieszyć się przez pozostały czas genialną atmosferą i wspaniałymi samochodami. Powyższy materiał to wszystko, co udało mi się zebrać. Części samochodów nie ma, bo uznałem, że zdążę jeszcze na spokojnie wszystko ogarnąć jak będzie lepsza okazja. Niestety, ale nie wziąłem pod uwagę tego, że aparat większość imprezy przeleży w torbie. Z tego też powodu blogowe plany muszą zostać na jakiś czas zawieszone.

Okej, ale obiecałem to piszę o szóstym samochodzie. Listę aukcyjną otworzyła Alfa Romeo Giulia TI z 1966 r. Giulia najprawdopodobniej ma najciekawszą historię z prezentowanych w Rozalinie pojazdów. W Polsce tego typu samochody w latach sześćdziesiątych były dostępne tylko i wyłącznie dla zasłużonych artystów i naukowców, z czego tylko garstka była w kolorze Bianco Spino. Alfa trafiła do rąk profesora Janusza Groszkowskiego, który zasłużył sobie wkładem w rozpracowanie niemieckich rakiet V2. Ponieważ w tamtych latach serwisowanie tego typu pojazdów było mocno kłopotliwe, większość tego typu aut właściciele natychmiast sprzedawali, jednak tutaj było inaczej. Włoszka została rozstała się z profesorem dopiero w 1985 r. Obecnie samochód jest zmodyfikowany, lecz oryginalne części są w posiadaniu sprzedającego, także gdyby ktoś zdecydował się na zakup to w każdej chwili może wrócić do fabrycznego stanu. Zadajecie sobie pewnie pytanie, ile wóz z taką historią jest warty? O ile dobrze pamiętam, to licytacja zakończyła się na 40 tysiącach złotych. Dużo? Moim zdaniem to bardzo mało. Dlatego też niejednokrotnie zabolało mnie to, że nie miałem wolnej gotówki by włączyć się do licytacji... Zapewne główną przyczyną takiego stanu rzeczy było to, że aukcje klasyków w Polsce to stosunkowo świeży temat i jeszcze trochę czasu minie, nim to wszystko nabierze rozpędu. Ja trzymam kciuki za Michała i jego zespół!

Paradoksalnie brak aparatu wyszedł mi na dobre, mogłem w spokoju zająć się czerpaniem przyjemności z obcowania z piękną, klasyczną motoryzacją i rozmawiać z pasjonatami czy też właścicielami na ich temat. Dowiedziałem się między innymi, że łódzka Fulvia Zagato podobnie jak wielu Polaków już wkrótce wyjedzie do Wielkiej Brytanii. Z czasem zacząłem się zastanawiać, czy to nie najwyższy czas, aby z fotografii motoryzacyjnej zająć się tylko motoryzacją. Fotografia to worek bez dna, więc te fundusze można by przeznaczyć na realizację motoryzacyjnych marzeń i uczestniczeniu w tego rodzaju imprezach w nieco inny sposób. Długo jednak nie musiałem czekać na pierwsze głosy sprzeciwu, także... najpierw trzeba będzie skończyć to co się zaczęło.