poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Going Back

Po czterech latach przerwy w końcu udało mi się wrócić do jednej z moich ulubionych europejskich stolic - do Berlina. Podobnie jak w 2014 postanowiliśmy zostać tam na 2 dni, ale tak naprawdę można by tu spędzić tydzień i codziennie odkrywać coś nowego. Pierwszy dzień był praktycznie w całości zaplanowany na ogród zoologiczny. Mając na uwadze poprzednią wizytę w mieście niedźwiedzi byłem świadomy, że przeładowany program dnia skończy się tym, że w połowie moje nogi odmówią dalszej współpracy.

Kluczową zmianą względem 2013 okazała się być obecność pand wielkich - jeśli ktoś czytał mój wpis z tamtej wycieczki to wie, że pojechaliśmy w ciemno obejrzeć te urocze, choć gamioniowate i leniwe misie, a na miejscu okazało się... że ostatni ich przedstawiciel jakiś czas temu odszedł z tego świata. Tym razem dokładnie sprawdziłem, czy na pewno teraz nie będzie wpadki.

Na miejscu okazało się, że do pewnych zwierząt można wejść. Na przykład do sów - przy klatce są drzwi i każdy zainteresowany może stanąć oko w oko z sową śnieżną. Jest ich kilka, zdecydowana większość trzyma się na dystans, ale niektóre są bardziej otwarte na zapoznawanie się z ludźmi. Odbiło mi na tyle, że z jedną z nich zrobiłem sobie selfie.












Czy warto jechać do Berlina specjalnie by obejrzeć pandy wielkie? Zdecydowanie nie. Jak już wspomniałem, te zwierzęta są leniwe i przez większość czasu albo jedzą, albo śpią. W dodatku w Berlinie nawet w środku tygodnia jest tam pełno ludzi, a biało-czarne niedźwiedzie nie robią przez większość czasu żadnych sztuczek, więc po prostu warto skupić się na innych zwierzętach. Pod tym kątem w Wiedniu było jednak lepiej.

Z ogrodu zoologicznego udaliśmy się spacerem po ulicy Kurfürstendamm w stronę restauracji Haus der 100 Biere. Zupełnie przypadkiem miałem okazję przejść przez mekkę spotterów, ale akurat tego dnia na postoju szaleństw nie było. Sporo Tesli, trochę AMG, jakieś Maserati, ale tak naprawdę godne zatrzymania się samochody spotkałem dwa: nowe G63 oraz Ferrari FF.



Wracając do restauracji, ma dobre opinie, olbrzymi wybór piw (nazwa zobowiązuje) i naprawdę dobre jedzenie w rozsądnej cenie (o ile pamiętacie, że jesteście w Berlinie, nie w Radomiu czy w Łodzi na Bałutach). Dodatkowym atutem jest to, że... siedząc na zewnątrz mija was sporo fajnych samochodów. Najciekawszym tego dnia było Ferrari 812 Superfast.

Następnym krokiem było dotarcie do hotelu niedaleko Alexanderplatz. Miejsce zostało wybrane głównie dlatego, że od dawna chciałem wejść na wieżę telewizyjną. Wszystko było świetnie zaplanowane, miałem tam wejść w okolicach zachodu słońca i zrobić kilka zdjęć z góry, ale... pokonał mnie mój własny organizm i gdy tylko wyszedłem spod prysznica to zasnąłem. 


Dla pewności drugi dzień miał być już nieco lżejszy, co by na pewno nie wrócić z urlopu bardziej zmęczonym niż przed nim. Od rana krótki spacer po Alexanderplatz. Czy wspominałem już, że trafiłem na potworny upał? Było zdecydowanie za ciepło jak na moje standardy. Zdaje się, że przywiozłem tę pogodę ze sobą do Polski... Wracając do Berlina, ostatnim punktem wycieczki było Classic Remise - miejsce, które muszę odwiedzić będąc w stolicy naszych zachodnich sąsiadów. Zwłaszcza po tylu latach nie zaglądania tam. Zgodnie z oczekiwaniami czekali tam starzy znajomi, jak i kilka pojazdów totalnie z księżyca. 




















Iso Fidia było odpowiedzią Piero Rivolty na Maserati Quattroporte. Za projekt nadwozia odpowiadał Giugiaro, a pod maską znajdziecie 5.7 V8 z Chevroleta Corvette. Brzmi nieźle, prawda? Istnieje jednak duża szansa, ze Maserati kojarzycie, a ten samochód widzicie pierwszy raz na oczy. Dlaczego? W latach 1967-75 wyprodukowano zawrotne 192 egzemplarze tego pojazdu. Z ciekawostek: drugi wyprodukowany egzemplarz (i przy okazji pierwszy z kierownicą po prawej stronie) został kupiony przez Johna Lennona.









Co może być fajniejsze od jednej Alfy Romeo 6C 2500? Może dwie? Na przykład coupé & cabrio? Czemu nie! Ciemnoniebieski kabriolet pochodzi z 1949, a kolega obok to bordowe coupé z 1947. Auto bez dachu nie ma podanej ceny, natomiast za coupé trzeba wyłożyć 325000 Euro (bez podatków). Według strony dealera w ofercie jest jeszcze trzecie 6C 2500, srebrna SS Villa d`Este Cabriolet, rocznik 1949 z przebiegiem 1 450 km. Istny obłęd. 





Żółty lakier zdecydowanie krzyczy najmocniej w całej hali. To DeTomaso Pantera GTL z 1973. Kolejne 5.7 V8, które aż prosi o to, żeby zabrać je na spacer. Od nowości auto przejechało 24700 km, więc znaczącą część swojego życia spędziło stojąc w garażu. Niewykluczone, że auto niedługo zniknie z Classic Remise, bo jest zarezerwowane.




Pierwsza seria Astona Martina DB4 powstała w 73 sztukach. Ten na zdjęciach to rocznik 1959. Jego sąsiadem jest 2 lata starsze Ferrari 250 GT Ellena. Wyprodukowano 43 egzemplarze z czego podobno mniej niż 10 jest zachowanych w oryginale. 






Fani Lamborghini też nie wyjdą stąd niezadowoleni. Countach, Diablo (ja naliczyłem trzy sztuki) i 400 GT 2+2. Część z nich stała tak, że zrobienie im zdjęcia było niemożliwe. Najbardziej wyróżniającym się samochodem było bez wątpienia Diablo GT (numer 43 z 80) z lakierem na zamówienie, dwukolorową tapicerką skórzaną i mnóstwem włókna węglowego. Drugiego takiego nie spotkacie. Jeśli chcecie się wyróżniać wśród właścicieli Diablo to musicie mieć dużo gotówki, bo cena jest spora. 550000 Euro bez podatków. 






















Jeśli preferujecie nowsze samochody to jest pewne miejsce, gdzie może rozboleć głowa. Bugatti Veyron, Ferrari LaFerrari, Ferrari Enzo, czy Porsche 918 to tylko kilka z samochodów jakie znajdziecie w showroomie Ferrari. 






Na koniec zostawiłem jednego z moich ulubieńców. Generalnie nie jestem wielkim zwolennikiem samochodów BMW, ale ten model jest bardzo wysoko na liście moich ulubionych. Z8 było produkowane w latach 2000-2003 i z taśmy produkcyjnej zjechało 5703 egzemplarze tego modelu, z czego 2,543 były przeznaczone na rynek amerykański. Samochód pojawił się w filmie poświęconym przygodom Jamesa Bonda Świat to za mało, gdzie w rolę agenta 007 wcielił się Pierce Brosnan.




Gdyby komuś było mało to polecam zajrzeć do moich wcześniejszych wpisów dotyczących wycieczek do Berlina:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz